Kim jesteś Panie skoro dziś, skruszyłeś kamień w sercu mym…

 Relacja z Dni Skupienia w Niepokalanowie (23-25 listopada 2012 r.)

Weekend wspólnoty już za nami, gościliśmy tym razem w ośrodku formacyjnym Ojców Franciszkanów w Niepokalanowie – Lasku. Nie straszny nam był trudny temat, bardzo licznie, bo grupą ponad 50 osób stawiliśmy czoło zranieniom wewnętrznym.
 

Nie łatwo było trafić do domu rekolekcyjnego, na szczęście wszyscy prędzej czy później dotarli do celu, a urocza „Hostessa” zapewniła nam

 ciepłe przywitanie 

Piątkowy wieczór rozpoczął się przyjemnie: kolacja zaspokoiła nasze potrzeby w wymiarze „coś dla ciała”, a potem dzięki zaproponowanym animacjom mogliśmy się lepiej się poznać. Zazwyczaj piątkowy wieczór to dla nas czas spotkania z Jezusem na spotkaniu modlitewnym, również i w Niepokalanowie oddaliśmy chwałę Panu. Sobota był to dla wielu z nas

 czas wytężonej pracy…

Pierwsza konferencja przypomniała nam o skutkach zranień. Na obraz Pana Boga jesteśmy powołani do relacji z drugim człowiekiem, do miłości. Niestety nasze rany wewnętrzne bardzo dotykają tego naszego powołania: lęk, nieufność, wycofanie mogą sprawić, że całe życie będziemy zamknięci na głęboką, prawdziwą relację z drugim człowiekiem, będziemy uciekać przed trudnościami i nie będziemy rozwijać się. Możemy też nosić w sobie fałszywy obraz Pana Boga, np. Bóg sędzia, policjant. Tylko Jezus może dotknąć naszych ran i je uleczyć: Krew Jezusa je oczyści a Jego Miłość zabalsamuje.

W kolejnej konferencji dotykaliśmy tematu przebaczenia. Dokonuje się ono na płaszczyźnie woli i uczuć. Konieczne jest stanięcie w prawdzie i nazwanie naszych zranień, oddanie ich Panu Bogu, bo tylko z pomocą łaski i mocy Bożej jesteśmy zdolni przebaczyć i pokochać naszych nieprzyjaciół. Trzeba nam również wpatrywać się w Jezusa, bo On uczy nas przebaczać. Przebaczenie jest owocem uzdrowienia, uczy nas akceptowania ludzi takimi, jakimi są, razem z ich słabościami. Przebaczenie uczy także akceptacji nas samych, daje nam pokój, nowe życie.

 

Rany jak perły

Nasze życie polega na przekształcaniu naszych ran w perły – ale jak tego dokonać? Oprócz łaski Bożej konieczna jest nasza praca własna. Nie mogę czekać biernie, aż Pan Bóg dokona wszystkiego, muszę podjąć współpracę z łaską Bożą. Być może na początku będzie to spotkanie z daleka, tylko spojrzenie, a dopiero z czasem rozmowa z drugą osobą. Pomocą będzie nam Słowo Boże, które z wytrwałością czytane i medytowane ma ogromną moc przemienić nasze serca, opatrywać nasze rany. Powinniśmy również korzystać z sakramentów świętych: sakrament pokuty i pojednania, namaszczenia chorych, Eucharystii, życie w stanie łaski uświęcającej.

Moja współpraca z łaską Bożą to także spotkanie z Bogiem na modlitwie osobistej, to systematyczna praca nad uporządkowaniem moich uczuć poprzez codzienny rachunek sumienia oraz dzięki pomocy stałego spowiednika lub kierownika duchowego.

 

 Droga ku świętości = 3x chcę

Ojciec Maksymilian Kolbe zadawał braciom Franciszkanom proste, ale zarazem bardzo trudne pytanie: co zrobić, żeby zostać świętym? My również głowiliśmy się nad odpowiedzią, a odpowiedź jest następująca: chcieć, chcieć, chcieć.

W ostatniej już konferencji rozważaliśmy wejście w proces uzdrowienia wewnętrznego jako naszą drogę do świętości. Pan Bóg chce nam dać już tutaj na ziemi radość i bycie świętym, dlatego powinniśmy dążyć do pełnego uzdrowienia, które jest procesem. Mieć pełnię radości w Bogu, to mieć serce czyste, w którym mieszka Bóg. Błogosławieni czystego serca to ci, którzy nie boją się samych siebie i swoich uczuć, nie boją się swoich zranień, nie boją się relacji z drugim człowiekiem, są pełni miłości Boga, są przejrzyści dla Boga i dla ludzi.

Konferencje głosiły nam Ida ora Ewa, ale małe co nieco dołożył również ksiądz Piotr w kazaniu o Samarytaninie, który po udzieleniu człowiekowi pomocy pozostawił go w gospodzie. Może Ty również zostałeś odnaleziony przez Jezusa, a następnie pozostawiony w gospodzie, może myślisz, że zostałeś sam i już nikt się o Ciebie nie troszczy. Otóż nic bardziej błędnego: Jezus nie zapomniał o Tobie i zatroszczył się o Ciebie! Masz wolność, możesz podjąć współpracę z łaską i mocą Bożą właśnie w tym czasie, który teraz przeżywasz.

 Medytacje

Dla wielu z nas ważnym czasem dni skupienia były medytacje. Ten czas w ciszy zaplanowany był niemal po każdej konferencji i pozwalał bardzo osobiście odnieść się do usłyszanych treści. Nazywaliśmy nasze skutki zranień, osoby, które nas zraniły, uczucia, które się w nas rodzą. To stawanie w prawdzie było konieczne, aby móc doświadczyć łaski uzdrowienia w czasie wieczornej modlitwy. Jezus dotknął i uzdrowił wiele serc, przychodził w mocnym, konkretnym Słowie, lub też w lekkim, niezauważalnym powiewie. Niezależnie od naszych uczuć, emocji, Jezus zasiał ziarno w każdym sercu, które się otworzyło i powiedziało Jezusowi TAK; chcę Panie, żebyś mnie przemieniał i uzdrawiał.


Czas rekolekcji wspólnotowych był z pewnością czasem intensywnej pracy duchowej, a skutkiem ubocznym był nasz wyśmienity apetyt. Pani w kuchni wpadała w podziw, jak kolejne dokładki jedzenia znikały w mgnieniu oka. Hitem wolnego czasu były natomiast piłkarzyki oraz ping-pong, dzięki którym sporo osób mogło dać upust swoim emocjom i energii 😉

Nie zawsze było łatwo, niektórzy przeżyli „czas cukierków” od Pana Boga, inni natomiast mieli pod górkę i musieli się zmagać z wieloma trudnościami. Wierzę jednak, że to wszystko miało sens, bo „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28). Warto dzielić się tym, czego Jezus dokonał w czasie tego weekendu, zachętą niech będą poniższe świadectwo.

tekst: Krysia

zdjęcia: Ewa, Małgosia

Świadectwo

Do Odnowy należę od 2006 roku. W grupie Kyrios jestem od kilku miesięcy ale wspólnotę znam już długo. Na weekend zapisałam się w ostatnim możliwym terminie. Jechałam tam w bardzo trudnej sytuacji życiowej, po wielu bolesnych doświadczeniach w relacjach z ludźmi. Potrzebowałam umocnienia i uzdrowienia. Nie wiedziałam o czym będą rekolekcje, ale bardzo chciałam pojechać. Pojawiła się przeszkoda finansowa, która okazała się żadną przeszkodą, dzięki wspólnocie (dziękuję wam za to).

Katechezy trafiły do mnie niesamowicie zaczęłam sobie zdawać sprawę ze zranień w moim sercu, najbardziej modlitwa wieczorna i pieśni, które pomagały wejść głębiej w serce. Jechałam na rekolekcje z nieprzebaczaniem do ludzi i zaczęły pękać rany i Bóg wszedł ze swoją miłością. Mogę się gniewać, ale mam nie grzeszyć?! Zawsze to wiedziałam, ale teraz bardziej to rozumiem. Otrzymałam również łaskę modlitwy wstawienniczej, na której „otrzymałam nowe życie” i Jezus uzdrowił moje serce i patrzenie, po modlitwie zrozumiałam w jakim bagnie siedziałam. Chwała Panu Jezusowi i Maryi Niepokalanej.
M.

fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak

fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak

fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak

fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak

fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak
fot. Ewa Roszak

Mogą Cię również zainteresować: